Podarunek zwany zobowiązaniem.

Podarunek zwany zobowiązaniem.

Kiedy ktoś mnie pyta czym jest macierzyństwo… Najpierw się uśmiecham. Zapewniam, że nie ma w życiu piękniejszego zjawiska jak macierzyństwo. Ale przecież jest, tylko we mnie akurat myśl o moich dzieciakach wywołuje tak radosne emocje… Można cieszyć się przecież samą miłością, nie każdemu jest dane marzyć o rodzicielstwie, nie każdemu jest dane takie marzenie spełnić, nawet jeśli jest. I takie osoby z pewnością wymienią inne najpiękniejsze w życiu zjawiska 😉.

Mówię też, że macierzyństwo to ciągłe zmartwienie. Od dnia pierwszego porodu, bez przerwy towarzyszy mi niepokój o przyszłość i bezpieczeństwo moich dzieci, a czasem przeradza się w paniczny strach, kiedy niebezpieczeństwo, tak jak teraz w pandemii, przybiera realne znaczenie. Ale przecież to też nieprawdziwy strach. W rzeczywistości tylko dramatyzuję by jakimś lękiem zająć sobie głowę, bo człowiek musi się czymś zamartwiać. Przecież taki niepokój jest niczym w porównaniu do dramatów, jakie przeżywają rodzice ciężko chorych pacjentów dziecięcych oddziałów onkologicznych, chirurgicznych, kardiologicznych…

Chwilę później, by być sprawiedliwą, dodaję, że macierzyństwo to również cierpienie i łzy. Choć dzieci już wyrosły z „niemowlaka” ja przecież wciąż pamiętam ból – ten porodowy, ten wynikający z bezradności, kiedy maleńkie płakały w moich ramionach, kiedy nie wiedziałam jak je uspokoić, a zmęczenie zamykało mi powieki. Pamiętam też inny ból fizyczny, już nie porodowy, kiedy migrena uginała mi nogi, a dziecko trzeba było wykąpać, nakarmić i ululać do snu. Ale i ten ból nie jest prawdziwy. To tylko przypomnienie, że jest dobrze, bo mam ICH przy sobie. Ten ból jest zaledwie małą niedogodnością.

Prawdziwy ból jest wtedy, kiedy nie można już ponarzekać na obolałe od tulania dziecka ramiona, kiedy migrena nie przeszkadza w tuleniu ich do snu. Kiedy poród nie jest początkiem życia, a dramatycznym pożegnaniem ….

Piszę to teraz, bo dziś obchodzimy święto matek. Wszystkich. Również tych, które nie otrzymują dziecięcych laurek. Dla których dzień matki jest często trudniejszy od rocznicy tragicznych wydarzeń z przeszłości… Bo o tych matkach raczej w takie dni nie mówimy. Ignorujemy, jakby nie było ich wśród nas. Bo mówienie o nich, rozmowa z nimi w ten dzień wprawia nas w zakłopotanie.
A to są przecież prawdziwe bohaterki. Bo jeśli przetrwały, to uczą nas wszystkich jak żyć. Jak cieszyć się chwilą, jak cenić wszystko to, co na co dzień niesłusznie wyciska nam gorzkie łzy.

To im przede wszystkim należą się dziś życzenia. Życzenia zrozumienia i wrażliwości od innych. Mądrości w słowach tych, którzy odważą się do nich mówić. I siły. Siły by nieść życie i codziennie odnajdywać wartość, którą będą w stanie wypełnić puste miejsca..

Należy sobie wreszcie przypomnieć – każda z tych łez wylanych w trudzie wychowywania dzieci, powinna być łzą szczęścia. I tylko tak należy na nie reagować.

Więc jeśli znów ktoś zapyta mnie czym jest macierzyństwo, odpowiem, że macierzyństwo jest ZOBOWIĄZANIEM. Zobowiązaniem by unieść radość tak by nie przestać dostrzegać tych, którzy żyją inaczej, nie tylko z własnej woli. Zobowiązaniem by akt wydania człowieka na świat był początkiem również mądrego budowania mu drogi do dorosłości. Zobowiązaniem by nauczyć nasze dzieci odróżniania szczęścia w postaci chwilowych niedogodności od prawdziwych zmartwień, by bezsensowne narzekanie nie oślepiało im świadomej drogi przez życie.
Macierzyństwo jest też zobowiązaniem, że wszystko zniosę. I wiedzą to prawdziwe MATKI BOHATERKI. To Wam dedykuję ten wpis, a kieruję go do KAŻDEJ MAMY: samotnej i szczęśliwie zakochanej, oczekującej i opłakującej.
Macierzyństwo jest… prawdziwym wielowymiarowym podarunkiem od losu.

Wszystkiego Najwspanialszego Mamusie.

Olka N.

Dodaj komentarz

Zamknij