New York! New York!

New York! New York!

 

To gigantyczne miasto, w którym każdy właśnie spełnia jakieś swoje marzenie. I nie sposób nie odczuć tej aury. Wjeżdżasz po ruchomych schodach z podziemia metra na nowojorską ulicę i wkraczasz w zupełnie wyjątkową rzeczywistość, która nawet jeśli wcale tego nie oczekujesz, i tak cię zachwyci…
Zamiast „do widzenia” – STAY SAFE (bądź bezpieczny), zamiast „dziękuję” – I APPRECIATE YOU (doceniam cię). Z naszej podróży za ocean wróciłam bogatsza przynajmniej o te dwa zwroty grzecznościowe. Niby nic nowego, a jednak na nowojorskiej ulicy zyskuje na znaczeniu. Od powrotu nie wypowiadam tych słów tak samo jak wcześniej. Teraz są głębsze, szczersze i bardziej intencjonalne…
I chociażby dzięki temu znów przekonuję się, że każda podróż wzbogaca, nawet ta, która z założenia nie jest tą upragnioną i wyczekiwaną…
Nowy Jork nigdy nie był moim podróżniczym marzeniem. Jego wszechobecność w popkulturze sprawiła, że wszyscy znamy to miasto na pamięć, być może dlatego nie czułam nigdy potrzeby jego głębszej eksploracji. Bardziej niż miasto, pociągała mnie daleka podróż w gronie przyjaciół, zasłużony odpoczynek po bardzo wyczerpujących miesiącach nieprzerwanej pracy.
A jednak – pierwszy wdech nowojorskiej ulicy, pierwsze spojrzenie na dobrze znane barwy Manhattanu, oraz pierwsze dźwięki miasta po wyjściu z kolejowego podziemia po prostu mnie powaliły! To nie był zachwyt. To raczej ogromne zaskoczenie. Pierwszy „dotyk” tego miasta zaskoczył mnie tak bardzo, że na powitanie podarowałam nowojorskiemu Midtown Manhattan szczere łzy wzruszenia.
Nowy Jork umie zachwycić. Wiele elementów samego Manhattanu (bo tutaj głownie przebywaliśmy) jest w stanie wywołać prawdziwy „starstruck”: kultowa niekończąca się panorama miasta, jasno oświetlona nocą, może powalić skalą i energią, do tego kulturalna „magia” wyłaniająca się zza rogu każdej alei i każdej ulicy, bo całe życie widywaliśmy je w filmach. To wszystko wprawia w oszołomienie i chyba trzeba by przed przylotem zażyć szczepionkę przeciw euforii by nie rozkleić się przy takiej uczcie dla oczu i duszy!
 
Mogłabym tak wylewać swoje wciąż świeże emocje w nieskończoność, ale jeśli to czytacie, to najpewniej szykujecie się do podobnej podróży, lub czekacie na inspirację by zacząć ją planować, dlatego w zgrabnych punktach przekażę wszystko to czego nauczył mnie i co pozostawił po sobie Nowy Jork podczas naszej krótkiej zimowej wizyty.
Wyruszyliśmy w połowie lutego ekipą 9-osobową, na zwiedzanie Nowego Jorku zaplanowaliśmy 3 pełne dni, wylatywaliśmy z Berlina w piątek rano, wracaliśmy w środę po południu, do domu dotarliśmy w czwartek przed południem (o zaletach zmiany strefy czasowej wspomnę nieco później).
 

ESTA, czyli pozwolenie na wjazd na terytorium USA


Dziś obywatele Polski nie muszą już ubiegać się o wizę by polecieć do USA. Wymagany jest natomiast certyfikat ESTA, który można wypełnić ściągając aplikację ESTA na telefon, lub przez link dostępny na polskiej stronie rządowej gov.pl. Najłatwiej wpisać w wyszukiwarce hasło ESTA i podążać za instrukcjami. UWAGA! Jako pierwsze wyniki wyszukiwania na pewno wyświetlą się sponsorowane strony pośredników, którzy również pomogą wypełnić i złożyć dokument, ale zapłacimy znacznie więcej. Bezpieczniej ściągnąć aplikację ESTA i podążać za instrukcjami aplikacji. Złożenie wniosku ESTA kosztuje obecnie $40, opłatę trzeba uiścić internetowo na końcu procesu składania wniosku. Samo złożenie wniosku wymaga posiadania przy sobie paszportu ważnego przynajmniej pół roku po planowanym powrocie z USA.
 
Kiedy rozpocząć planowanie?
Najlepiej przynajmniej pół roku przed planowanym wyjazdem. Wtedy zaczynamy obserwowanie cen lotów i gromadzimy finanse, bo zakup biletów to drugi, po wniosku ESTA, wydatek. Nam udało się w październiku kupić bilety na loty bezpośrednie w obie strony za niecałe 400 euro, ale ci z nas, którzy czekali z zakupem do ostatniej chwili, musieli zapłacić już około 200 euro więcej, a stała cena tych samych lotów w okresie między listopadem 2025 a lutym 2026 wahała się między €700 a €1000. Ceny obserwowaliśmy na portalu eSky, ostatecznie bilety na loty United Airlines kupiliśmy z aplikacji Lufthansy. 


Zakwaterowanie.

Zanim dokonamy rezerwacji, warto zastanowić się co jest dla nas istotniejsze – bliskość lotniska, czy bliskość nowojorskich atrakcji. Mnie wydawało się, że bliska odległość od lotniska jest najistotniejsza. Nie była to do końca dobra decyzja. Zarówno nasz przylot jak i odlot z USA był w tak wygodnych godzinach, że spokojnie mogliśmy poświęcić na dojazd na lotnisko więcej czasu. Zamiast tego, zdecydowaliśmy się na przylotniskowy hotel, przez co każdego dnia musieliśmy przekraczać granice stanów (New Jersey i Nowy Jork) drogim międzystanowym transportem, co dodatkowo jeszcze wymagało dość sporo czasu. Lotniskiem ulokowanym najbliżej Manhattanu jest Newark Airport, znajdujące się już niestety w stanie New Jersey, tak samo jak wszystkie przylotniskowe hotele. My zakwaterowaliśmy się w hotelu grupy Hilton (Hampton Inn), z których zdarzało mi się już zatrzymywać w przeszłości, zarówno w Polsce, jak i w USA.

Niestety, ten konkretny w miasteczku Elisabeth przy Newark okazał się najmniej przyjemnym. Sam hotel jest ładny, czysty i dość komfortowo się w nim mieszka, jednak obsługa i udogodnienia pozostawiają wiele do życzenia. Do tego te typowo amerykańskie śniadania: słodkie, sztuczne, kompletnie pozbawione warzyw – nie poprawiły naszego ogólnego wrażenia. Choć wrzucam link, nie polecam tego hotelu z wielu względów, ale nie będę się tutaj rozpisywać, wszystkie trafne opinie można znaleźć na Bookingu 😉

https://www.hilton.com/en/hotels/ewrmthx-hampton-suites-newark-airport-elizabeth/?SEO_id=GMB-AMER-HX-EWRMTHX&y_source=1_NTAzNDA3MjYtNzE1LWxvY2F0aW9uLndlYnNpdGU%3D

Jego zaletą zdecydowanie jest cena noclegów. Każdy z nas za 4 pełne doby w hotelu ze śniadaniami zapłacił po 1000zł. I to ostatecznie przesądziło o wyborze, bo w momentach wątpliwości szukaliśmy hoteli również na Manhattanie. Niestety, tam najniższe ceny były już niemal dwukrotnie wyższe od hoteli przylotniskowych.

Następnym razem zdecydujemy się na pewno na noclegi w samym Nowym Jorku, żeby móc korzystać w pełni z dobrodziejstw miasta, które przecież nigdy nie śpi. My z powodu ograniczonej nocą komunikacji międzystanowej, musieliśmy opuszczać Manhattan każdego dnia przed 21:00 🙁 warto tylko upewnić się czy hotel, w którym się zatrzymujemy, oferuje shuttle bus na lotnisko – to oszczędzi wiele stresów przy tak dalekiej podróży. Ze względu na możliwość nagłego przesunięcia lotów przez linie lotnicze, radziłabym też zawsze wybierać opcje bezpłatnego odwołania noclegów.

Czym poruszać się po Nowym Jorku?

Jeśli w Nowym Jorku planujemy spędzić od trzech dni do tygodnia, należy przeznaczyć na same przejazdy 30-100 dolarów (w zależności od tego gdzie mamy hotel). Miasto oferuje bardzo wygodne i dość niedrogie warunki komunikacji. Nie trzeba wykupować kart, ani biletów z wyprzedzeniem. Dzięki nowemu systemowi OMNY po prostu przy przejściu przez bramkę dowolnej stacji metra dokonujemy płatności kartą lub telefonem i później już przez cały tydzień płacimy w ten sam sposób tą samą formą płatności. System zapamiętuje naszą formę płatności i po osiągnięciu limitu wartości $34 (około 12 wejść do metra) opłaty przestają być naliczane przy kolejnych bramkach do końca 7-dniowego okresu. Jeden bilet kosztuje $2.90-$3,25. Kiedy już wejdziemy do stacji metra i przejdziemy przez bramkę możemy przemieszczać się dowolną liczbą pociągów aż do momentu
opuszczenia stacji.
 
Stacja Penn Station przy Madison Square Garden jest główną stacją łączącą komunikację międzystanową z New Jersey, tutaj też można wsiąść w autobusy i pociągi NJ Transit jadące do New Jersey, również na lotnisko. Uwaga! Jeśli tak jak my będziecie zmuszeni poruszać się między stanami każdego dnia, bardziej opłacalne będą autobusy, które kosztują $8, podróż na trasie Penn Station – lotnisko pociągiem to już koszt $17 w jedną stronę.
Przemieszczajac się po Nowym Jorku wystarczy wyposażyć się w internet i mapy google i połączeń szukać na bieżąco, jest to wygodne, łatwe i nigdy nie będziemy długo czekać na pociąg metra, a dotrzemy nim do wszystkich atrakcji. Nie brałabym w ogóle pod uwagę wypożyczania samochodu i podróżowania nim po zakorkowanych i niezwykle ruchliwych ulicach miasta. Inna opcją jest korzystanie ze słynnych żółtych taksówek. My z nich nie korzystaliśmy, bo przemieszczaliśmy się cały czas większą grupą. Stawka startowa taksówek to $3, ale przy dłuższych trasach pociągi metra raczej są tańsze.

Co udało nam się zwiedzić w ciągu 4 dni.

1. Centrum handlowe w Elisabeth i obiad w tradycyjnym amerykańskim „diner” ;-)))….

Piszę to trochę żartobliwie, ale choć po przylocie mieliśmy całe pół dnia na zwiedzanie, nie mieliśmy wystarczająco czasu żeby od razu pojechać na Manhattan, dlatego zostaliśmy w Elisabeth i postanowiliśmy poeksplorować pobliskie centrum handlowe Jersey Gardens. Wbrew pozorom wcale nie był to zły pomysł: po pierwsze centrum oferuje szeroki wybór bardzo dobrych sklepów firmowych, oraz mnóstwo możliwości zakupienia nowojorskich pamiątek w dużo niższych cenach niż na Manhattanie, po drugie jest w odległości krótkiego spaceru od przylotniskowych hoteli, a dodatkowo można tam zjeść dość tanio tradycyjnie i „po amerykańsku”. Do samego Newark nie udało nam się dotrzeć, odległości na prawdę nas zaskoczyły i musieliśmy zweryfikować nasze początkowe plany odwiedzenia chociażby grobu Whitney Houston w jej rodzinnym mieście 🙁

 

2. Okolice hali Madison Square Garden i pierwsze spojrzenie na TE ulice Manhattanu

3. Przeprawa promowa z Whitehall Terminal na Staten Island z kultowym widokiem na Statuę Wolności.

Prom pływa co pół godziny przez cały dzień 7 dni w tygodniu i jest darmowy. Przeprawa promowa trwa 25 minut w jedna stronę, zapewnia niezapomniane widoki na Statuę Wolności i panoramę Manhattanu.

4) Rockefeller Center ze słynnym lodowiskiem, oraz punkty widokowe TOP OF THE ROCK na szczycie budynku – zdecydowanie jedna z najlepszych atrakcji w Nowym Jorku!

   

5) Times Square i słynne czerwone schody.

 

To słynne skrzyżowanie Broadway’u i 7. Alei, słynące z najbardziej jaskrawych neonów, najdroższych billboardów, oraz hucznych sylwestrowych nocy. Zdjęcia zrobione tutaj o każdej porze roku nie pozostawiają wątpliwości gdzie je wykonano. To miejsce tętni życiem, trudno dostrzec tutaj kogoś bez aparatu lub telefonu w dłoni, próbującego uchwycić najlepsze ujęcie w kultowym już otoczeniu.
 
 
             
 

6) MJ THE MUSICAL, czyli BROADWAY w najlepszym wydaniu!

.
Emocji, jakie towarzyszyły nam w Neil Simon Theatre nie da się odpowiednio ubrać w słowa. Od pierwszych sekund spektaklu nasze szczęki sięgały podłogi, nie przesadzam! To co aktorzy pokazują w tym musicalu to jakiś obłęd.  Doskonałość tryska ze sceny. Precyzja w tańcu, strojach, scenografii, a przede wszystkim w odwzorowaniu Michaela Jacksona, jego głosu, tańca, sposobu poruszania się, w najdrobniejszych szczegółach – aktorzy po prostu wspinają się w tym show na wyżyny. Nie ma miejsca na błędy, od pierwszego do ostatniego dźwięku mamy do czynienia z dziełem sztuki. Wszystkiemu towarzyszy genialna muzyka Króla Popu, oraz perfekcyjnie odtworzona choreografia. To wszystko wplątane w poruszającą opowieść o człowieku, który całe życie uciekał bezskutecznie przed swoim przeznaczeniem – bycia jednocześnie żywą legendą, muzycznym królem i największą ofiarą własnej wielkości. Kolejka przed wejściem do teatru sięgała kilku kolejnych przecznic. Choć MJ THE MUSICAL grany jest nieustannie od grudnia 2021 roku, wciąż każdy pokaz odbywa się przy wypełnionej sali. Naprawdę trzeba to zobaczyć! Zwłaszcza teraz, kiedy na nowo za sprawą filmu „Michael” wybuchła 'michealmania”. Atmosfera panująca podczas spektaklu pozwala na moment poczuć się znów jak na przełomie lat 80tych i 90tych. Dodatkowo możecie nastawić się zarówno na śmiech, jak i na łzy. Nie każdy członek naszej ekipy mówi po angielsku, nie każdy jest fanem Micheal Jacksona, a mimo to językiem muzyki wszyscy byli w stanie zrozumieć przekaz i świetnie się bawić!
 
Uwaga! Będzie was kusiło wypić wino w przerwie musicalu – warto wiedzieć, że kubek wina będzie kosztował od 33 do 49 dolarów – to dlatego, ze wino serwowane jest w specjalnych pamiątkowych broadwayowskich kubkach, które nie wiedzieć czemu, ludzie po spektaklu najczęściej wyrzucają do śmieci…! Mnie udało się pozbierać kilka takich porzuconych kubków zanim trafiły do kosza, dzięki temu mogłam każdemu z moich dzieci przywieźć do domu oryginalny brandowy broadwayowski kubek 😉
 
Po wyjściu z teatru – sesja zdjęciowa musi być!
 
 
 
 

7) SPACER PRZEZ CENTRAL PARK ŚLADAMI KEVINA…

  

Mieliśmy dużo szczęścia, bo swoją obecność przy zwiedzaniu Central Parku zaoferował znajomy jednego z towarzyszących nam w wyprawie kolegów. Czekał na nas przy teatrze i stamtąd poprowadził nas przecinając 7. i 5. Aleję, po drodze mijaliśmy m.in. hotel Plaza, do parku weszliśmu od rogu 5. Alei i 59. Ulicy, a wyszliśmy przy słynnym budynku The Dakota, gdzie kręcono kiedyś „Dziecko Rosemary”, oraz gdzie swoje życie tragicznie zakończył John Lennon…

         

Po drodze obserwowaliśmy nowojorczyków ślizgajacych się po Wollman Rink, podziwialiśmy panoramę mista za drzewami, pobawiliśmy się na legendarnej karuzeli, w ciszy przespacerowaliśmy okolice Strawberry Fields, wsłucchując się w dźwięki kultowego Imagine, granego przy Imagine Mosaic, miejscu pamięci Lennona. Za życia z okien swojego mieszkania codziennie spoglądał na to miejsce, nie wiedząc, że w hołdzie jemu samemu będą tu kiedyś gromadzili się jego fani, zapalali świece, rzucali kwiaty…

c8942a12-8803-4b91-8461-437b297f034e

 

 

 

8) NA KOLACJI U LADY GAGI

 

Chyba narażę się fanom Lady Gagi, ale muszę przyznać, ale do restauracji Joanne Trattoria trafiliśmy… przypadkiem. Opuściliśmy Central Park dokładnie przy rogu  dzielnicy Lincoln Square, czyli skupisku dość prestiżowych ulic i budynków, a byliśmy już dość głodni. Wiedząc, że restauracje w tej dzielnicy będą raczej ekskluzywne i drogie, szukaliśmy jakiejś niewyszukanej pizzerii. JOANNE z zewnątrz wyglądała swojsko i mniej luksusowo niż pozostałe restauracje tej części Upper West Manhattan, więc weszliśmy z nadzieją, że zjemy nieco taniej. Bardzo szybko dostaliśmy ogromny stół na 10 osób (co, jak później wyczytaliśmy, zwykle graniczy w tym miejscu z cudem) i… rozpoczęliśmy prawdziwą włoską biesiadę! Poczuliśmy się jak w odwiedzinach u włoskiej cioci – pizza wypiekana w blaszkach, domowe pyszne makarony i włoskie desery – nie mogliśmy ograniczyć tego posiłku do jednej pizzy. Jedzenie okazało się pyszne i dopiero pod sam koniec kolacji zwróciliśmy uwagę, że cała restauracja przyozdobiona jest fotografiami Lady Gagi… Nieświadomi niczego dopytaliśmy o to jednego z kelnerów (swoją drogą, obsługa tam była przemiła!), czym wprawiliśmy go początkowo w zakłopotanie (musiał pomyśleć, że robimy sobie żarty), a potem przyprawiliśmy o solidną dawkę śmiechu – przyznał, że pierwszy raz zdarzyło mu się obsługiwać tu gości, którzy nie wiedzą gdzie są ;-))) Podsumowując – to miejsce naprawdę warto odwiedzić, tylko chyba lepiej zamówić wcześniej stolik 😉

    

9) BROOKLYN BRIDGE & MANHATTAN BRIDGE

 

Ostatni dzień zwiedzania przeznaczyliśmy na mosty i miejsca z najbardziej 'fotograficznymi”  widokami nowojorskiej panoramy. Po śniadaniu udaliśmy się prosto do dzielnicy Dumbo na Brooklynie, gdzie robi się słynne instagramowe fotki w mostem manhattańskim w tle. Okolice Dumbo to brukowane uliczki i budynki magazynowe z czerwonej cegły, ale to co przyciąga tłumy do tego miejsca to piękna kamienista plaża nad East  River i widok na wyjątkowa panoramę Nowego Jorku. Poza tym bliskość słynnego Brooklyn Bridge. Nam udało się bez problemu zrobić swoje indywidualne zdjęcia z mostem w tle, bo tego dnia amerykanie obchodzili Presidents’ Day, czyli święto wszystkich amerykańskich prezydentów, obchodzone w każdy trzeci poniedziałek lutego. Idąc z Brooklynu na Manhattan słynnym mostem można w czasie około dwugodzinnego spaceru nacieszyć oczy jednym z najbardziej charakterystycznych widoków, poczuć się przez chwilę pełnoprawnym nowojorczykiem, a przy okazji po drodze kupić pamiątki, obrazy i plakaty oraz piękne szkice panoramy miasta wykonywane na bieżąco przez ulicznych artystów. Warto przeznaczyć na taki spacer przynajmniej 3 godziny by móc bez wyrzutów sumienia przystawać i robić foty również oczami, zatrzymując w ten sposób niezwykłe chwile upajania się dobrze znanymi pięknymi widokami miasta, które znamy z filmów i widokówek…

10) WORLD TRADE CENTER (11/09 Memorial & Museum)

 

Po opuszczeniu Brooklyn Bridge, udaliśmy się w stronę kompleksu World Trade Center. Był to czas na zadumę, trochę ciszy przy Strefie Zero Światowego Centrum Handlu. Tutaj nie byliśmy w stanie prowadzić już wesołych rozmów. To miejsce obarczone jest tak niewyobrażalną tragedią ludzką, że czuje się to w każdym metrze kwadratowym całego kompleksu. Ludzie chodzą tu w ciszy, zostawiają kwiaty przy tabliczkach z nazwiskami ofiar, patrzą z niedowierzaniem na obie ogromne wyrwy w ziemi, miejsca fundamentów dawnych bliźniaczych wież, stosownie przeobrażone po latach w czarne marmurowe wryte w ziemie pomniki-fontanny. Obok pomnika w miejscu dawnej WTC 1 (wieży północnej) wznosi się dziś sięgający 541 metrów nowy drapacz chmur, najwyższy obecnie budynek w mieście, nazwano go One World Trade Center, w skrócie 1WTC. Jego położenie jest również bardzo symboliczne. Kiedy patrzymy na niego z dołu stojąc przy pomniku, fundamentach dawnej wieży WTC1, wydaje się, że nowy budynek 1WTC nie ma końca i sięga dosłownie nieba. 

   

Będąc w tym miejscu nie sposób nie cofać się pamięcią do wydarzeń z września 2001 roku. Patrząc na gęstą zabudowę wszystkich budynków Manhattanu otaczających Ground Zero można wyobrazić sobie w jakiej pułapce znaleźli się 25 lat temu naoczni świadkowie tych wydarzeń, wśród nich turyści tacy jak my, wielu z nich też spełniało pewnie swoje podróżnicze marzenie, kiedy nagle zostali zmuszeni do ucieczki przed śmiercią w gęstym pyle po zawalonych wieżach, który wypełnił w jednej chwili cały dolny Manhattan….

11) WEST VILLAGE

Na jeden z ostatnich punktów zwiedzania wybraliśmy się, spacerując z Finansowej Dzielnicy, przez luksusowe SoHo pełne drogich butików, do historycznej dzielnicy West Village. To był już spokojny spacer brukowanymi uliczkami i całe sesje zdjęciowe przy charakterystycznych tradycyjnych kamienicach ze schodkami prowadzącymi do ich drzwi wejściowych domów. Ile filmowych scen w takich miejscach widzieliśmy w życiu – trudno zliczyć. Przez chwilę sami czuliśmy się jak bohaterowie amerykańskiego serialu, haha. 

     

12) Little Island

Wisienką na torcie naszej nowojorskiej przygody była wizyta w pięknym parku na wodzie Little Island. Niestety, wieczorową porą nie byliśmy w stanie w pełni nacieszyć się futurystyczną architekturą tego miejsca, ale mogliśmy z wysepki podziwiać nocną panoramę Jersey City po przeciwnej stronie rzeki Hudson.

 

Choć podczas 5 dni w Nowym Jorku zobaczyliśmy mnóstwo atrakcji, w rezultacie zwiedziliśmy jedynie kawałek Dolnego Manhattanu. Nowy Jork ze wszystkimi swoimi kultowymi dzielnicami to ogromne miasto, na które warto przeznaczyć przynajmniej dwa tygodnie zwiedzania. My je tylko posmakowaliśmy i na pewno wróciliśmy z apetytem na ciąg dalszy…

PODSUMOWANIE KOSZTÓW ( w przeliczeniu na 1 osobę)

wniosek ESTA (autoryzacja podróży do USA, zastępuje dawna wizę)

140zł ($40) (mnie udało się złożyć wniosek przed 30 września, więc płaciłam jeszcze mniejszą cenę, $21)

Loty: Berlin – Newark, Newark – Berlin (United Airlines, bilety kupione przez Lufthansę w aplikacji Lufthansa)

1550zł ($425)

hotel: 4 doby ze śniadaniem (Hampton Inn & Suites By Hilton – Newark Airport Elisabeth)

ok. 1000zł ($265)

Bilet na MJ The Musical (Neil Simon Theatre)

540zł ($150)

Bilety MTA (nowojorskie metro)

64zł ($18)

Bilety NJ Transit (autobus międzystanowy – 4 przejazdy)

120zł ($34)

Bilety Amtrak (pociąg międzystanowy między Newark Penn Station a New York Penn Station – 2 przejazdy)

120zł (2 x $17)

Obiady, kawa, przekąski

ok. 800zł (ok. $220)

Bilety na Rockefeller Center (Top of the Rock Admission, czyli wejście do budynku, zwiedzanie z tarasem widokowym)

210zł ($62)

Nie licząc wina i zakupu pamiątek, razem ta łącznie 5-dniowa wycieczka (wyjechaliśmy do Berlina o 5:00 rano 13.02, wylądowaliśmy z powrotem na lotnisku w Berlinie o 8:00 rano 18.02) kosztowała nas ok. $1250, czyli w przeliczeniu na złotówki – 4500zł/os. 

        

 

 

 
 
 

Dodaj komentarz

Zamknij